Kategorie
SUP Wycieczki Wycieczki rowerowe

Rudy SUPem i rowerem

Udostępnij:

Górny Śląsk daje nam wiele możliwości spędzenia czasu poza miastem i w aktywny sposób. Tym razem „zakręciłem się” w okolicach Rud i Rybnika. Dokładniej, zwiedzałem Rudy SUPem i rowerem. Korzystając z dwóch słonecznych dni długiego weekendu chciałem „zrobić” jak najwięcej.

Dzień pierwszy: SUPowanie

Początek spływu
Początek spływu

Pierwszego (słonecznego) dnia zaplanowałem SUPowanie. Nie byłem z początku pewny, gdzie się wybiorę – do wyboru miałem Zalew Rybnicki, rzekę Rudę i (być może, bo nie było to pewne) Polder Buków. Jeśli chodzi o ostatnią możliwość to nie wiedziałem, czy można, i czy się da pływać po Polderze. Zalew Rybnicki uznałem za nudny, i drogą eliminacji pozostała mi rzeka Ruda.

Samochód zaparkowałem przy Zalewie Rybnickim, przy którym zaczyna się rzeka. Szybko napompowałem deskę i ją zwodowałem. Byłem przygotowany na dłuższą podróż: zaopatrzyłem się wcześniej w trzy batoniki i wodę mineralną. Oprócz tego zabrałem ze sobą suche ubrania, na wypadek wpadnięcia do wody. Nie zapomniałem też aparatu i torby na SUPa. W końcu trzeba będzie jakoś wrócić do auta.

Przed wyjazdem zakupiłem do SUPa fina rzecznego, który jest krótszy od standardowego. Już na początku poczułem, że był to dobry wybór. Wprawdzie nie było zbyt płytko, ale bałem się pułapek pod wodą. Z początku płynąłem bardzo powoli, ale jakieś sto metrów dalej prąd się wzmógł.

Dalszą cześć wycieczki ciężko mi opisać – pierwszy raz płynąłem po rzece, trafiło mi się kilka niespodzianek. Po pierwsze fin rzeczny. Zanim się przyzwyczaiłem, kilka razy stanąłem bokiem do kierunku płynięcia, ledwo unikając wpadnięcia do wody. Dalej nie było lepiej. Nurt kierował mnie nieraz w stronę zatopionych korzeni, konarów drzew czy płycizn.

Płynąc pięknymi meandrami rzeki nie wszystkie pułapki udało mi się ominąć, kilka razy uderzyłem w podwodne przeszkody. Cały czas pozostałem jednak suchy! W końcu zrobiłem sobie przerwę, przy okazji zrobiłem zdjęcie. Zaznaczam ten fakt, ponieważ do tej pory nie miałem na to czasu! Cały czas kierowałem SUPem, starając się uniknąć wpadnięcia na podwodne przeszkody.

Rudy SUPem i rowerem

Popłynąłem dalej, krajobraz był ciekawy, i co ważne – miałem wrażenie, że zmienia się za każdym zakrętem. Nie miejcie więc wrażenia, że płynięcie było jakimś cierpieniem! To było wspaniałe doświadczenie, emocjonujące i zapewniające wiele wrażeń.

Upadek 😉

Ale, płyniemy dalej. Do tej pory wszystko szło dobrze, aż przed sobą zobaczyłem na całej szerokości rzeki wypłycenie. Miałem chwilę wątpliwości – „jak ja to mam przepłynąć!?”. No nic, przyspieszyłem, chcąc przepłynąć bystrze – i tu był błąd. Okazało się, że jednak było zbyt płytko. Deska się zatrzymała, a ja znalazłem się w wodzie. Cały mokry wstałem na nogi, zrobiłem krok naprzód i wpadłem jeszcze raz – tym razem brakło mi gruntu :). Wydrapałem się na deskę, ściągnąłem koszulkę i popłynąłem dalej. Było to mniej więcej w połowie trasy, słoneczko świeciło i miałem nadzieję na szybkie wyschnięcie.

Rzeka Ruda
Rzeka Ruda

Dalej obyło się już bez niespodzianek. Woda była spokojna, przeszkód pod wodą też było mniej. Trafiło się jedno bystrze, oznakowane i nie sprawiające żadnego problemu. Jakiś czas później dopłynąłem do przenoski w Parku Krajobrazowym Rud. Tutaj był cel mojej podróży, wyciągnąłem SUPa z wody i spakowałem go do torby. Pozostało mi tylko przebrać się w suche ubrania i wrócić do auta. A jak wróciłem? Przecież to ponad dwie godziny drogi piechotą! Proste – wróciłem autobusem 😉

Dzień drugi: Rowerem do Rud

Fragment "pętli"

Drugiego (słonecznego) dnia zaplanowałem z kolei dłuższy wypad na rower. Celem również były Rudy, (w końcu tytuł wpisu to „Rudy SUPem i rowerem”). Do Rud miałem około dwadzieścia kilometrów w jedną stronę. Dosyć sprawnie do nich dojechałem, dokładniej do Pocysterskiego Kompleksu Klasztorno-Pałacowego. Nie zwróciłem na niego większej uwagi, moje zainteresowanie wzbudził szlak rowerowy, a dokładniej Pętla Rowerowa Lasy Rudzkie. Liczy ona niewiele ponad 35 km, w dużej części po drogach asfaltowych. Szybki rzut oka na mapkę znajdującą się na tablicy i w drogę.

Rudy SUPem i rowerem - rzeka Ruda
Rzeka Ruda

Co mogę powiedzieć? Trasa zdecydowanie dosyć łatwa i szybka. Musiałem sam się ograniczać, pamiętając, że do przejechania mam jeszcze kawał drogi. Z początku droga była asfaltowa, ale urokliwa. Jak już napisałem, szybka trasa. Dosyć długo trwało, zanim asfalt się skończył. Zrobiłem sobie chwilę odpoczynku i ruszyłem dalej. Trasa wiodła lasem, drogami gruntowymi. I cóż mogę napisać? Nie przydarzyło mi się nic wartego uwagi. Piękne lasy i wspaniała pogoda są praktycznie jedynymi wspomnieniami z tej wycieczki. Oznakowanie trasy było doskonałe, dzięki czemu ani razu nie musiałem szukać drogi.

Fragment "Pętli"

Z pętli zjechałem kilka kilometrów przed Rudami, zacząłem powrót do domu. Nie mam wyrzutów z tego powodu, w końcu kilka godzin temu przejechałem pozostały fragment pętli jadąc do Rud. Do domu wróciłem jakieś dwie godziny później, cały przebieg trasy miał niewiele ponad 81 km. Tak zakończyłem zwiedzanie okolic Rud SUPem i rowerem! Jeśli jednak interesują was te okolice, zapraszam do relacji z wycieczki rowerowej do lasu Grabówka.

Pozdrawiam, i do następnego!

Rudy SUPem i rowerem - część "rowerowa"

4 odpowiedzi na “Rudy SUPem i rowerem”

[…] No cóż, to nie była udana wyprawa. Więcej się szarpałem z pokonywaniem dystansu niż czerpałem z tego przyjemności. W pewnym momencie byłem już pewny, że SUP tego nie przetrzyma. Na szczęście się myliłem, takie pozytywne zaskoczenie. No cóż – fajnie było, co chciałem zrobić, zrobiłem, więcej się nie wybieram. Jeśli szukacie relacji z bardziej udanych spływów, zapraszam do tego wpisu! […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *