Pamiętacie mój wpis o wyjściu do skansenu w parku chorzowskim? Tym razem postanowiłem się wybrać do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. Już od dawna miałem w planach fotografowanie w ZOO, jednak pogoda nie była sprzyjająca. Tym razem jednak nie znalazłem żadnej wymówki, i w sobotę rano grzecznie poszedłem na tramwaj. Tak, pojechałem tramwajem! Zupełnie jak nie ja 😉
Wejście do ZOO
Przy wejściu grzecznie zapłaciłem za bilet, i nie marudząc już wszedłem do środka. W pierwszej kolejności skierowałem się w lewo. Z tego co pamiętałem (nie zadałem sobie trudu obejrzenia mapki) powinno się tam znajdować ptactwo. Ponieważ to interesowało mnie najmniej, chciałem szybko „odhaczyć” ten fragment programu i skierować się dalej. I rzeczywiście – był to najnudniejszy punkt dnia. Pamiętajmy, był marzec. Ptaki pochowane w domkach, wybiegi puste, i jakby nieprzygotowane na przybycie swoich mieszkańców. Oczywiście, to nie tak, żeby nie było nic. Ale szału nie było.

Dalej było już lepiej. Wesoła gromadka świnek rzecznych, później Lamy, które na wszystko patrzyły z góry. Fotografowałem to wszystko obiektywem długoogniskowym, nie wyciągając nawet mojego ukochanego obiektywu 17-50. Słonia sfotografowałem nie będąc w bezpośrednim sąsiedztwie jego wybiegu, ale ze sporej odległości.

Fotografowanie żółwia

Również we wnętrzach pawilonów używałem obiektywu długoogniskowego. Zrobiłem ciekawe zdjęcie wygrzewającego się żółwia. Kolory na zdjęciu pochodzą właśnie od lampy grzewczej w terrarium. Przy okazji kolejny raz przekonałem się, że fotografowanie przez szybę jest lipne. Zdjęcia traciły na ostrości, światło się odbijało i ogólnie, kiepska sytuacja.
Lwy i niedźwiedzie

Wreszcie dotarłem do wybiegu Niedźwiedzia Brunatnego. Misio ładnie mi zapozował, i odmówił dalszej współpracy. Tzn. przestał się pokazywać. OK, idę dalej, do lwów. Samiec wylegiwał się nie mając zamiaru się ruszyć. Spędziłem tam dosyć długą chwilę, aż doczekałem się ruchu ze strony lwa. Podniósł głowę, na krótką chwilę, ale to wystarczyło. CYK – fotka! To jednak nie wszystko. Kawałek dalej za szybą, znajdowały się młode lwiątka. Widać, że jeszcze były z nich marudne młode, które jednak lubią pospać. Zrobiłem zdjęcie jednego z nich – jego zaspane oczka po prostu mnie urzekły.


I koniec wycieczki


Następnie zwiedziłem jeszcze kilka pawilonów – zobaczyłem antylopy, małpy i węże. Oprócz tego gekony i inne gady. Wycieczkę zakończyłem… ptactwem. Tak jak zacząłem, jednak tym razem efekt był lepszy. Zwierzęta były, pozowały… No niektóre spały. Jak np. papugi :). No i na szczęście – były bociany. W końcu jeśli one żyją – to my też możemy!!!

W ZOO spędziłem 3 godziny
Wyjście było typowo relaksacyjne, bez napinki, bez jakiegoś wysiłku. Ale… nie zawsze trzeba przecież zasuwać w góry lub jak dwa tygodnie temu, w jaskinie. Czasami warto wyluzować 😉 Czego życzę i Wam!

W odpowiedzi na “ZOO”
[…] w Parku Śląskim. Byłem i to nie raz. Nawet jest wpis na blogu.;). Ale nie szkodzi iść tam ponownie, prawda? A więc poszedłem, a nawet pojechałem. […]