Jupi! W kwietniu otworzyłem (swój własny) sezon wycieczek górskich. I na otwarcie sezonu wybrałem opcję bezpieczną – pojechałem w dobrze mi znane miejsce, żeby załapać rytm. Tak, kierunkiem znowu była Hala na Rysiance, na którą wszedłem moim ulubionym szlakiem z Rajczy.

Pogoda była średnia – według prognoz miało troszkę padać, ale początek trasy był jak najbardziej ok. Ruszyłem spod dworca PKP niebieskim niebieskim szlakiem. Droga z początku prowadziła betonowymi bloczkami, szybko przechodząc w piękny górski szlak. No, bądźmy szczerzy – mocno zabłoconym. Ale co się dziwić – w końcu jest wiosna.


Niebieskim szlakiem szedłem jakieś dwie godziny. Następnie przez jakieś dziesięć minut korzystałem ze szlaku zielonego, aby przeskoczyć na szlak czarny. Tym już doszedłem do Hali Redykalnej, z której rozciąga się przepiękny widok. Jeśli ktoś mówi „góry” – to mam właśnie przed oczami podobne krajobrazy. Odpoczywam tutaj przez chwilkę i ruszam dalej. Po około godzinie żółtym szlakiem docieram na Hale Lipową, i następnie na Hale na Rysiance. Tutaj znowu robię chwilę przerwy, ale nie marnuję czasu. Niebo coraz mniej mi się podoba, a nie chcę zmoknąć.

Zaczynam wracać szlakiem żółtym, aby „przeskoczyć” na zielony. To pozwoli wrócić mi inna trasą, drugim zboczem góry. Tutaj ścieżka jest węższa, bardziej kamienista, ale i jest więcej błota. Zielonym szlakiem idę aż do szlaku niebieskiego, tego, którym szedłem w przeciwnym kierunku. Po drodze, tak jak się spodziewałem, zaczął padać deszcz. Niezbyt mocno, po prostu tak, aby wkurzać.

Do Rajczy doszedłem po około trzech i pół godziny. Zdjęć za dużo nie zrobiłem – nie była to wycieczka fotograficzna, ale zwykły wypad w góry. Pogoda nie była idealna – ale i tak była o wiele lepsza, niż się spodziewałem. Tak więc, wypad uznaję za udany!
PS: zapraszam do zimowych zdjęć z Rysianki
