Kategorie
SUP Wycieczki

Spływ Krztynią i Pilicą

Udostępnij:

W miniony weekend postanowiłem urządzić sobie spływ SUPem. Pierwotnie szukałem pomysłu na spływ samą Pilicą, ale przypadkowo zainteresowałem się również rzeką Krztynia.

Samochodem dojechałem do wsi Tęgobórz nieopodal Szczekocin. SUPa napompowałem obok mostku we wsi Tęgobórz i zwodowałem ją w dosyć wąskim korycie rzeki.

Ale, najpierw uprzedzę trochę fakty. W tym wpisie nie znajdziecie zdjęć. Jaja, co nie? Blog fotograficzny bez zdjęć. Spowodowane jest to tym, że nie byłem w stanie zrobić zdjęć, równocześnie sterując SUPem. Aparat fotograficzny miałem, jak najbardziej zamknięty w drybagu. Ale nie było szansy go wyciągnąć. Każda prób kończyła się kursem kolizyjnym z jakąś przeszkodą i koniecznością natychmiastowej reakcji. Sprawa nie jest jednak całkowicie stracona. Miałem ze sobą kamerkę sportową, którą położyłem na dziobie deski. Wyciąłem więc krótkie fragmenty filmu, które wstawiłem do wpisu.

Wodowanie

Jak już nadmieniłem, SUPa zwodowałem koło mostu w Tęgoborzu. Błoto było tam okropne i śmierdziało, błee. Ale szybko ruszyłem dalej i zapomniałem o tej niedogodności. Na chwilę. Jakieś dwieście metrów dalej trafiłem na pierwszą przenoskę. No, trzeba było jednak takie rzeczy sprawdzić. Wyciągam SUPa, wyjście jest kijowe, ale daję rade. Mijam próg i… nie ma gdzie się zwodować. Krążyłem wzdłuż brzegu, szukając jakiegoś wejścia. W końcu SUPem dokonałem wyłomu w gęstych trzcinach.

Dalsza droga

W końcu popłynąłem dalej. Rzeka pomalutku poszerzała swoje koryto, ale w dalszym ciągu było dosyć wąsko. Do tego należy dodać częste występowanie przeszkód, konarów, połamanych gałęzi itp.

Nie ma jednak sensu opisywać po kolei każdego metra spływu. Dość powiedzieć, że w sumie pokonałem cztery przenoski, w tym jedną wymuszoną przez powalone drzewa. Dwukrotnie wpadłem do wody, płynąłem trzema rzekami – Krztynią, Żebrówką i Pilicą.

Spływ zakończyłem w Przyłęku. Całość drogi zajęła mi około czterech godzin, przy czym płynąłem niespiesznie.

A jak wróciłem do samochodu?

Piechotą… Dwie godziny zajęło mi dotarcie do samochodu, z Supem na plecach i drybagiem przerzuconym na brzuch. Pierwotnie miałem nadzieję, że tak jak w Rudach, uda mi się wrócić jakimś busem. Ale, niestety nie znalazłem żadnego transportu. Nic to, jesteśmy twardzi. Drobny spacerek nikomu nie zaszkodził, prawda? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *