Kategorie
SUP Wycieczki

Pieniny i Jezioro Czorsztyńskie

Udostępnij:

Ha! W środę spakowałem aparat fotograficzny, SUPa i namiot (no i kilka innych rzeczy) i pojechałem nad Jezioro Czorsztyńskie. Czyli w Pieniny. A czemu tam? Bo jeszcze nigdy nie byłem w Pieninach. A na dodatek, zobaczyłem gdzieś w internetach zdjęcia z SUPowania po Jeziorze Czorsztyńskim. Decyzja była prosta – spakować się i pojechać. Zaplanowałem wyjazd na środę rano i powrót w niedzielę. Czyli miałbym trzy pełne dni i połowę środy na miejscu!

SUPowanie na Jeziorze Czorsztyńskim

Środa

Na pole namiotowe dojechałem koło południa. Szybko rozbiłem namiot, i łakomym okiem spoglądałem na jezioro. Właściwie, namiot nie był jeszcze rozbity tak, jak być powinien. Była to nówka sztuka, i odciągi wymagały jeszcze porobienia stosownych supełków, których producentowi zrobić się nie chciało. Cholera, mnie też się nie chciało. W końcu przemogłem się. Postąpiłem zgodnie z zasadą „najpierw namiot, później impreza”.

Zamek w Czorsztynie
Zamek w Czorsztynie

Odciągi zamontowałem, i już bez dalszego zwlekania napompowałem SUPa. A wiało jak cholera. No nic. Płynę, najpierw kieruję się na zamek w Niedzicy, do którego mam jakieś siedemset metrów. Nie dopływam do niego, robię kilka zdjęć i kieruję się na przeciwny brzeg. Po jego osiągnięciu płynę wzdłuż linii brzegowej w kierunku zamku Czorsztyńskiego. Szczerze mówiąc, w porównaniu do zamku w Niedzicy wygląda dosyć skromnie. Płynie się dobrze – wiatr w plecy, i zdaję sobie sprawę z tego, że to zła wiadomość. Bo trzeba będzie wrócić. Mijam zamek i tak właśnie robię – kolejny raz przepływam zalew wzdłuż i zawracam. I miałem rację – płynie się ciężko (raczej logiczne, co nie?)

Wieczór następuje szybko, a co gorsza coś się w oddali błyska – burza się zbliża. W nocy pogratulowałem sobie założenia odciągów do namiotu ;).

Czwartek – wypad w Pieniny

Pieniny - widok na Trzy KOrony

W czwartunio zaplanowałem wypad w Pieniny. Wstałem z samego rana, i wsiadłem do samochodu. Do celu miałem raptem kilkanaście minut drogi. Zaparkowałem w Sromowcach Niżnych. Już po kilku minutach żwawego spacerku znajduję się Wąwozie Szopczańskim. Legenda głosi, że właśnie w tym miejscu górale uratowali Króla Jana Kazimierza przed Szwedami. Było tak czy nie, widok jest piękny. Niestety wąwóz szybko się kończy, i zaczynają się schody. Nie żartuję, chyba połowa drogi na trzy korony  prowadziła po schodach. Wprawdzie nie takimi chamskimi, metalowymi, ale rzeczywiście szlak wiedzie schodami. Trochę lipa, ale nic to.

Dochodzę na trzy korony, gdzie elegancko płacę za wejście na platformę widokową. Wszyscy opowiadali, że warto no to co tam. Rachuneczek chowam do kieszonki – bowiem uprawnia on do wejścia na Sokolicę. Wychodzę na szczyt, i dupa. Wszystko za mgłą. No, widoków nie ma. Schodzę z platformy widokowej i idę dalej.

Pieniny - widok z Trzech Koron
Pieniny – widok z Trzech Koron

Następny cel jest niedaleko, teoretycznie jakieś 30 minut (w praktyce mniej). Celem jest Zamek Pieniny. Szybko do niego docieram, i wchodzę schodkami na ruiny. Uczciwie mówiąc – ruiny jak ruiny. Przy wejściu znajduje się kapliczka błogosławionej Kingi.

Błogosławiona Kinga
Błogosławiona Kinga

Sam zamek, jego ruiny – nie prezentują się okazale. Ot, kilka pozostałości murów. Szybko zwiedzam i ruszam dalej na Sokolicę. Trasa jest ciekawa, nawet bardzo. W końcu docieram do tabliczki z napisem „Uwaga trasa eksponowana”. „Elegancko!” – pomyślałem sobie i idę dalej. Teraz otwierają się przede mną  piękne widoki – mgła zniknęła. Niestety, czas goni, idę dalej. W końcu docieram na Sokolicę – I tutaj jest co podziwiać, Widok na Dunajec jest wprost urzekający. Spędzam tam troszkę czasu, i zaczynam pomału wracać do samochodu pomijam teraz fragment szlaku prowadzący na Trzy Korony i zamek, dzięki czemu trasa powrotna jest krótsza o jakąś godzinę. Wycieczkę kończę ponownie Wąwozem Szopczańskim, i po kilku minutach jestem przy aucie.

Pieniny - widok z Sokolicy
Pieniny – widok z Sokolicy
Wąwóz Szopczański
Wąwóz Szopczański

Piątek

Od rana było gorąco. Dzień zacząłem od zwiedzania zamku w Niedzicy.

Zamek w Niedzicy
Zamek w Niedzicy

Zamek Dunajec zbudowany został na miejscu dawnych fortyfikacji w XIV wieku. Pierwszymi panującymi na zamku był ród Berzeviczych. Nazwa rodu wydaje się obca? Nic dziwnego, ponieważ w ówczesnych czasach Niedzica znajdowała się na obszarze Węgier.
Jak każdy zamek, i ten miał swoje wzloty i upadki. Przechodził w ręce wielu różnych rodów, które w różnym stopniu dbały o ten wspaniały zamek.
Dopiero po pierwszej wojnie światowej zamek znalazł się na terytorium Polski. Obecnie pełni rolę muzealno-hotelową.

 Do zamku miałem jakieś piętnaście minut drogi piechotą. Samo zwiedzanie trwało jakąś godzinę. Muszę zaznaczyć, że nie były to żadne ruiny, a pełnoprawny zamek. Dowiedziałem się również, że według legendy to tutaj więziony był Janosik. Nie zrobiłem wielu zdjęć – obawiam się, że bardziej zainteresowany byłem zwiedzaniem niż fotografowaniem. Bywa i tak. W każdym razie, zapamiętałem przepiękne proporce właścicieli zamku, piękny taras widokowy, czy ciekawą figurę znajdującą się w kaplicy. Zwiedzanie skończyłem około południa, i przystąpiłem do realizowania dalszego planu dnia.

Zamek w Czorsztynie
Zamek w Czorsztynie

Poszedłem na SUPa. Tym razem od razu skręciłem w prawo, wypływając na środek Jeziora Czorsztyńskiego. Pogoda była genialna – zero wiatru i słoneczko. Które wprawdzie mnie spaliło, ale co tam. Pływałem około czterech godzin, podczas których nie niepokoiło mnie dosłownie NIC. Cisza i spokój, oprócz mnie tylko kilka innych pojazdów pływających. Żyjąc w zgiełku miasta naprawdę można to docenić. I tak zakończyłem piątek, a przede mną była sobota…

Jezioro Czorsztyńskie
Jezioro Czorsztyńskie

Sobota – drugi wypad w Pieniny

Pieniny - Widok na Tatry
Pieniny – Widok na Tatry

Z samego rana padało. A w planach miałem iść w góry, te wspaniałe Pieniny. Tym razem również w kierunku na Sokolicę, ale tym razem startując od Czorsztyna. No nic, pomyślałem, trzeba spróbować.
I jak pomyślałem, tak zrobiłem. Szybko zajechałem do Czorsztyna, skąd ruszyłem niebieskim szlakiem. Szło się dobrze, miałem widok na zalew, i przez chwilę nawet nie padało. Chociaż nie wierzyłem, że pogoda się utrzyma. Idąc żwawo zanurzyłem się w lesie. Na początku było dosyć strome podejście, później już spokojnie. Zaczęło padać, i to coraz mocniej. Miałem nadzieję na zrealizowanie planu minimum – dojście na przełęcz Szopka (Chwała Bogu). Udało się, ale na przełęczy zobaczyłem niebo w całej swej okazałości. I szybko zacząłem schodzić, zanim zacznie się burza. Udało się zejść z gór, przekroczyłem asfaltową drogę, i dopiero kiedy wyszedłem na jedyną w okolicy całkowicie łysą górkę, uderzył piorun. Przyspieszyłem jeszcze bardziej, aż do zejścia z góry. Nie trwało to długo, jednak dla mnie było to i tak za długo ;).

Pieniny - niebieski szlak
Pieniny – niebieski szlak

I to był koniec wycieczki. Praktycznie prosto z gór wróciłem do domu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się wrócić w Pienieny. Ale kto to wie? Jest jeszcze tyle innych miejsc do zwiedzenia! A przy okazji – zapraszam do wpisu o zamku w Siewierzu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *