Dawno nie byłem na Pogorii, ostatnio w lutym. Czyli bardzo dawno temu, tym bardziej, że mam na Pogorię bardzo blisko. Tak więc w ten weekend cel był jeden – Pogoria!
Wstałem rano i szybciutko pojechałem nad wodę. Słońce wstawało już, kiedy parkowałem. Ale to nic. Dzięki temu miałem nadzieję na najpiękniejsze kolory, jakie zdarzają się za dnia.

Początek był jednak skromny. Wokół pełno mgły, nie było nawet widać wysp, w kierunku których planowałem płynąć. Na szczęście słońce przebijało się przez chmury, co pozwalało mi na dosyć dokładną nawigację. Zresztą, zgubić się na Pogorii, nie jest rzeczą łatwą. W każdym razie w pewnym momencie nie widziałem ani brzegu, z którego wyruszyłem, ani mojego celu. Właściwie, oprócz słońca, nie widać było niczego.
Płynąc po Pogorii

Jednak, tak jak mówiłem, nie był to żaden problem. Po kilkunastu minutach dopłynąłem SUPem dokładnie do miejsca w którym planowałem się znaleźć. Równocześnie mgła zaczęła się przerzedzać, postanowiłem więc zrobić sobie chwilę przerwy, licząc na wspaniałe widoki. Jak się okazało, miałem rację. Po chwili ciepłe kolory słońca oświetlały już drzewa na wyspie. Zrobiłem kilka zdjęć i poSUPowałem dalej. A dalej było coraz lepiej. Kaczuszka zapozowała mi do zdjęcia, zaczęło się ocieplać, a jako wisienka na torcie, pojawiło się stado łabędzi. Minęliśmy się bez incydentów, w dużej odległości od siebie. W końcu dotarłem do końca zatoczki, musiałem zawrócić. Teraz słońce miałem w oczy, które strasznie się męczyły, więc wiosłowałem szybciej. W końcu wypłynąłem z zatoki i wpłynąłem pomiędzy wyspy. Słońce nie świeciło już po oczach, to płynąłem w cieniu. Zrobiło się zimno, więc wybierałem trasę SUPowania w słońcu. Wymagało to delikatnego kluczenia pomiędzy wysepkami, jednak nigdzie się nie spieszyłem.


Powoli zacząłem już wracać, oczywiście nie tak od razu. Z początku popłynąłem w kierunku dokładnie przeciwnym, chciałem jeszcze poSUPować pomiędzy największymi wyspami. Kiedy do nich dotarłem, zawróciłem w kierunku parkingu. Szybko dopłynąłem do brzegu, i wtedy powinęła mi się noga. Tzn. poślizgnęła, woda przelała mi się do buta. Nie przewróciłem się tylko dlatego, że po kamieniach już wychodziłem na czworakach, takie były śliskie.

I pomimo ostatniego incydentu, planuję tutaj powracać częściej!
