Kategorie
Wycieczki

Rysianka

Udostępnij:

Początek wycieczki jak zawsze zaczyna się przykro – dzwonieniem budzika o piątej rano. Po chwili namysłu zbieram się z łóżka i robię herbatę do termosu. Hop-siup, kilka innych podstawowych czynności i wsiadam do samochodu. Wycieczka na Rysiankę, cel ustawiony na nawigacji – Rajcza, PKP. Droga pusta, chociaż miejscami oblodzona. Przypominam sobie, żeby wymienić opony na zimowe, jednak dla świętego spokoju dodaję, że na lodzie nic nie pomoże ;). Za niecałe półtorej godziny jestem na miejscu. Wyciągam plecak, aparat i ruszam w drogę niebieskim szlakiem.

Przechodzę mostkiem nad Sołą, zerkam na dosyć bystry w tym miejscu nurt. Następnie skręcam w lewo, ciągle idąc chodnikiem do miejsca w którym szlak kieruje się już w góry. Przechodzę może sto metrów i lecę na ryj. Tak, wywaliłem się, będąc jeszcze we wsi. Szybka czajana, czy nikt nie widział i zakładam raczki. Dosyć szybko pnę się w górę, nie przystaję na podziwianie widoków, jestem jeszcze za nisko. Dopiero po pół godzinie zaczynają się pojawiać „landszafty”. Zerkając na nie idę dalej. Szlak jest dosyć oblodzony, w końcu jest to północna strona zbocza.

Wschód słońca nad szlakiem
słońce wschodzi nad szlakiem

Wycieczka na Rysiankę – na szlaku

lód na szlaku

Mija ponad dwie godziny, zanim dojdę do miejsca, w którym szlak niebieski krzyżuje się z zielonym, na który teraz się kieruję. Teraz dopiero zaczyna się robić pod górkę, ale cały czas tempo jest dobre. Delikatny mrozik, brak wiatru, pomijając coraz większe oblodzenie warunki idealne. Wyciągam z plecaka tabliczkę czekolady, którą łamię na kawałki przed zjedzeniem. W końcu dochodzę do miejsca, w którym mogę pójść dalej zielonym szlakiem na Hale Lipowską, albo czarnym na Hale Redykalną i stamtąd na Lipowską. Zawsze w tym miejscu mam problem z podjęciem decyzji. W końcu idę prosto na Hale Lipowską, w końcu wracając zajrzę na Redykalną. Decyzja była dobra, widoki coraz lepsze, śniegu niewiele, szlak przetarty górka stroma – czego chcieć więcej? Oddechu! Przystaję w końcu, robię chwilę przerwy, zajadam co mam w plecaku i popijam herbatą z termosu. Niedługo później docieram na Halę Lipowską, mijam schronisko PTTK i idę prosto na Halę na Rysiance – nie jest daleko, jakieś piętnaście minut. Tutaj odpoczywam dłuższą chwilę, w końcu mi się należy. Podziwiam widoki, zdaje się, że patrzę właśnie na Tatry ;). Nic nie może jednak wiecznie trwać, zbieram się więc do powrotu.

Widok z Hali na Rysiance  -wycieczka na Rysiankę
Widok z Hali na Rysiance

Asfalt

Tym razem idę żółtym szlakiem, południowym zboczem góry. Zawsze lubiłem tą trasę, tym razem był to jednak błąd. Zamiast ładnie zmrożonego śniegu czy chociaż lodu, jak na stronie północnej, tutaj jest błotko. Nie głębokie, jednak skutecznie psujące urok zimowego wyjścia. Trudno, ściągam raczki i idę dalej, zejście jest coraz bardziej kamieniste i nagle, ni z tego, ni z owego, pojawia się asfalt. Tak! Wyasfaltowali drogę, kurka wódka. Trudno, wzdycham i idę jakieś pół godziny asfaltem. I tak naprawdę jest to koniec wycieczki. Chwilę jeszcze nacieszyłem się górskim szlakiem, zanim dochodzę do drogi. Kończy się moja wycieczka na Rysiankę. Szybkim krokiem zmierzam do samochodu, czekającym na mnie koło dworca PKP.

Wycieczkę zaliczam do udanych ;).

Widok z północnego zbocza góry - Wycieczka na Rysiankę
Widok z północnego zbocza góry

3 odpowiedzi na “Rysianka”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *