Pierwszy dzień po świętach, pora już skończyć z obżarstwem i zrobić coś konkretnego. Dlatego też wstałem wcześnie rano i zapakowałem się do samochodu. Przyznaję, pobudka o piątej rano w dzień wolny (i każdy inny) nie jest przyjemna. Ale, mając w tym jakiś cel można to przeżyć. Tym razem celem była Barania Góra.

Barania Góra to chyba najbardziej turystyczna górka w okolicy. Na szlak chciałem wejść w miejscowości Lipowa, Ostre. Idąc zielonym szlakiem miałem się dostać na Magurkę Radziechowską, i tam wejść na szlak czerwony. Tym z kolei kierowałem się na Magurkę Wiślaną i Baranią Górę. Początek wycieczki był niezbyt zachęcający – jak wyjeżdżałem z Katowic padał deszcz. Dopiero kiedy zjechałem z ekspresówki spadła temperatura i zaczął padać deszcz ze śniegiem :).
Barania Góra – na szlaku

Na szlaku z początku było błoto, później, kiedy wspiąłem się wyżej, środkiem płynęła woda a po bokach był śnieg. W międzyczasie przestało padać, był dosyć przyjemny mrozik. W końcu dotarłem do miejsca, w którym mogłem cieszyć się prawdziwie zimowym krajobrazem. Było naprawdę przyjemnie. Przynajmniej dopóki nie wyszedłem z lasu na otwarte przestrzenie. Po pierwsze wiało. Ale to nie było najgorsze, szlak był całkowicie nie przetarty, brnęło się po kolana w śniegu.

I jeszcze woda…
… a właściwie prawie całkowicie roztopiony śnieg. Momentami tego dziadostwa również było po kolana, czasem więcej, ominięcie wody nie zawsze było możliwe. I oczywiście pomimo hiper- duper materiałów buty dosyć szybko mi przemokły ;). Ale nic to, brnąłem dalej. Brnąłem to jest słowo klucz na wycieczce. Aż w końcu zabrnąłem na Halę Baranią. Chwila przerwy, zastanowienia się nad sobą – i decyzja o powrocie. Ślisko było coraz bardziej, ja, przyznaję byłem zmęczony. Wolałem za wrócić, nie byłem przygotowany na takie warunki.

Kałuża
Nie przejmując się za bardzo tym, że nie dotarłem na szczyt wracałem podziwiając widoki. I nagle – bum! Nie zauważyłem lodu przykrytego śniegiem. Pod lodem kałuża, w której się znalazłem. Wody po pas. Szybko się z tej kałuży wygrzebałem i sprawdzam, czy aparat przetrwał. Na szczęście, mimo że futerał był cały zanurzony do środka woda się nie dostała. Ulżyło mi w tym momencie ;).

Do auta dotarłem jakieś dwie godziny później. Buty przemoczone, rękawice przemoczone. Ja zmęczony, ale szczęśliwy. Już planuję następny wyjazd!
Zapraszam na relacje z innych wyjazdów w góry np. do tego o Rysiance: https://scoutshout.pl/2022/12/07/wycieczka-na-rysianke/

W odpowiedzi na “Barania Góra”
[…] jednak nie interesuje was ten temat, zapraszam do poprzednich wpisów – np. ten o górach https://scoutshout.pl/2023/01/04/turystyczna-gorka/ lub ten o pływaniu na Supie – […]