Kategorie
Wycieczki

Wielka Racza

Udostępnij:

Pamiętacie mój ostatni wpis? Chodzi o ten o potrzebie wypadu w góry. W zeszłą sobotę udało mi się zrealizować tą zachciankę. Chociaż, siedziało to we mnie na tyle mocno, że było to chyba więcej niż zachcianka. Cóż, Wielka racza już dawno chodziła mi po głowie.

Tak więc… sobotę zacząłem o godzinie 4:30. O tej porze zadzwonił budzik w telefonie, a o 4:31 włączył się budzik w telefonie drugim. Tym, którego nie sięgnę z łóżka. Nie było wyjścia. Wstałem (a właściwie zwlekłem się z łóżka) i po szybkim łyku herbaty zapakowałem się do samochodu.

Początek drogi

Celem był Zwardoń, do którego miałem około półtorej godziny drogi. Nie wnikając w szczegóły, przed siódmą rano parkowałem samochód pod kościołem w Zwardoniu. Planowałem dojść czerwonym szlakiem na Wielką Raczę. Nigdy wcześniej nie robiłem tej drogi, dlatego miałem chwilę konsternacji – czerwony szlak prowadził koło kościoła, przy którym parkowałem. Ale iść w prawo, czy lewo? Przypomniałem sobie mapę, którą oglądałem przed wyjazdem. Teraz już pewnym krokiem poszedłem w lewo. Pięć minut drogi później trafiłem na tabliczki z czasami dojścia do kolejnych punktów szlaku. Cholera, trzeba było iść w drugą stronę. Bez marudzenia zawróciłem, i po kolejnych pięciu minutach mijałem swój samochód. Teraz droga, wciąż asfaltowa prowadziła pod górę.

W drodze na szczyt Wielka Racza

Asfaltem szedłem jakieś dwadzieścia minut, następnie kawałek szutru i wreszcie wszedłem do lasu. Malownicza dróżka przez cały czas prowadziła mnie przed siebie. W końcu zacząłem schodzić w dół, a moją ścieżkę przecinała asfaltowa droga. Droga prowadziła do przejścia granicznego ze Słowacją, ja jednak szedłem dalej po stronie polskiej. Teraz zaczęło się pierwsze większe podejście, na końcu którego… doszedłem do asfaltowej drogi. Którą musiałem iść przez jakiś kilometr.

Dalsza droga

Myślę, że nie ma sensu opisywać kolejnych podejść i szczytów. Trasa prowadziła również przez szczyty graniczne, na których były słowackie tabliczki z nazwą szczytu i wysokością. Jeśli chodzi o polskie tabliczki, to zdarzały się, wyglądające na nieoficjalne, tabliczki drewniane z wyrzezanymi informacjami. Fajnie to wyglądało. Na szczyt dotarłem po około czterech i pół godziny – myślałem, że opykam to szybciej. W schronisku kupiłem sobie Colke i Snickersa. Jedno wypiłem, drugie zjadłem siedząc na ławeczce po słowackiej stronie szczytu. Widoki były… no liczyłem na więcej. :). Ale nie było źle.

Na szczycie spędziłem około pół godziny. Wszedłem jeszcze tylko na platformę widokową i rozpocząłem zejście. Było około południa, a słoneczko świeciło niemiłosiernie. Według prognozy pogody powinno być około 30 stopni Celsjusza. Pomalutku schodziłem, coraz częściej robiąc przerwy w cieniu. Wody wypiłem dużo, bardzo dużo. I wciąż chciało mi się pić. Po kilku godzinach dotarłem do asfaltowej drogi, i tutaj było naprawdę ciepło. I ten zapach gorącego asfaltu ;). Na szczęście w miarę szybko minąłem ten odcinek drogi.

Wielka Racza - widok ze szczytu
Widok ze szczytu

Czy wyjazd był udany?

Wyjazd jak najbardziej był udany. Co prawda, liczyłem na piękniejsze widoki – chociaż to już jest po prostu przesada. Bo było naprawdę fajnie. Wprawdzie szlak prowadził głównie przez las, ale tego należy się spodziewać, prawda? Po prostu mi się w dupie poprzewracało ;).

W odpowiedzi na “Wielka Racza”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *