Kategorie
SUP Wycieczki

Sosina

Udostępnij:

Ha! Miałem ambitne plany na ten weekend… Z których nic nie wyszło :(. Stojąc o szóstej rano, spakowany na wyjazd spoglądam przez okno. Pogoda jest paskudna, a mój wspaniały plan wymaga pogody przynajmniej względnej. Sprawdzam prognozę na najbliższe kilka godzin. Ma być jeszcze gorzej.

Nie płakałem. Szybko przeglądam mapy na telefonie, szukając nowego pomysłu. I nagle – olśnienie. Sosina, którą mam pod nosem, ale jeszcze nigdy mnie tam nie było. Aż ciężko uwierzyć. Nigdy nie miałem po drodze na Sosinę, i zawsze wydawała mi się dosyć mała. Ale, być może był to czas na poszerzenie swoich horyzontów? Postanowiłem spróbować.

Początek wycieczki

Zajechałem na miejsce szybciutko, niecałe pół godziny mi to zajęło. Podjeżdżam, parking prawie pełny (a była sobota, siódma rano!). Zaparkowałem zajmując przedostatnie wolne miejsce. Równocześnie rozglądam się, po okolicy – plaża pusta, w zasięgu wzroku widać ledwie kilka osób. Skąd więc te samochody?

SUPowanie po Sosinie

Sosina

No nic. Szybko napompowałem SUPa i zapakowałem się na pokład. Przy okazji – pierwszy raz miałem taki burdel na pokładzie. Jak to zrobiłem – nie wiem. Z plaży kieruję się na lewo, w kierunku sporej (właściwie ogromnej, jak na wielkość akwenu) wyspę. Już po jakichś dziesięciu minutach rozwiązała się zagadka samochodów na parkingu. Nie przesadzę, jeśli powiem, że co dziura w trzcinach, to wędka wystaje. Naprawdę – nigdy nie widziałem takiego nagromadzenia wędkarzy. Ale, jak lubią – kto im zabroni?

Sosina

Do końca Sosiny dopłynąłem po jakichś trzydziestu minutach spokojnego wiosłowania. Tutaj złapał mnie deszczyk. Powolutku zacząłem powrót, tym razem opływając wyspę (i zarazem cały akwen) z drugiej strony. Tutaj spotkałem kilka zacumowanych żaglówek, ale oprócz tego – nic wybitnie ciekawego. Całość pływania zajęła mi jakieś siedemdziesiąt minut.

Supem po Sosinie

Sosina – mały akwen, który opłynąłem w niewiele ponad godzinę. Wyjątkowych atrakcji nie stwierdzono. No cóż, byłem, widziałem, ale raczej już nie wrócę. Nie żebym żałował. W końcu musiałem sam się przekonać ;). Jednak, Sosina to nie jest wymarzona miejscówka na SUPa. Bywa i tak. Ale przy okazji zapraszam na wpis z SUPowania po Pogorii!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *