W minioną sobotę udałem się wreszcie w Jurę. Zaplanowałem sobie krótką i przyjemną trasę, bez napinki na zrobienie zdjęć. Innymi słowy, mogłem sobie pospać. I tak też zrobiłem, budzik nastawiłem na siódmą rano, a z domu wyjechałem o ósmej. Nie miałem daleko, godzinka jazdy do rezerwatu Sokole Góry.
Początek wycieczki

Na miejscu byłem około dziewiątej, samochód zostawiłem na parkingu i udałem się w trasę. A jaki był plan? Dojść do czarnego szlaku turystycznego, i dalej podążając nim dojść do zamku w Olsztynie. Już na początku wycieczki światło było ostre, mimo to zrobiłem zdjęcie z początku wycieczki. Taką to właśnie dróżką rozpoczęła się wycieczka. Do czarnego szlaku dotarłem szybko i bez problemu. Podążałem nim przez las, na którego skraju zobaczyłem już pierwsze ciekawe formacje skalne. Ruszyłem dalej ścieżką, nie trzymałem się jednak kurczowo szlaku. Zacząłem zwiedzać skałki, z których zobaczyłem w oddali Olsztyński zamek.


Szlak gdzieś mi po drodze zaginął – nie wiem, czy zboczyłem z niego już przy pierwszych skałkach, czy dopiero (co bardziej prawdopodobne) na „Górze Białko”. W każdym razie udałem się dalej w kierunku zamku, do którego doszedłem, oczywiście, od dupy strony. Wejście było dokładnie po jego przeciwnej stronie, a do obejścia był spory kawałek drogi. Ale w końcu, po uiszczeniu opłaty znalazłem się na terenie zamku.
Zamek w Olsztynie

Zamek w Olsztynie był już wzmiankowany w aktach z 1306 roku, jednak wiemy, że istniał już wcześniej. Była to prawdopodobnie jedynie strażnica, którą rozbudował w XIV wieku Kazimierz Wielki. Natomiast w wieku XV powstał zamek dolny, rozbudowany prawdopodobnie w wieku XVI. Od XVII wieku zamek popadał stopniowo w ruinę. Oczywiście, w ogromnym stopniu przyczynili się do tego Szwedzi. Po potopie zamek nigdy nie odzyskał już swojej świetności. Wręcz przeciwnie – a to rozebrano kawałek ściany podczas budowy kościoła, a to miejscowi podebrali troszkę cegieł.
Obecnie na zamku znajdują się fragmenty murów, wieża sołtysia, wieża cylindryczna oraz baszty – przy bramie głównej i studzienna.
Zwiedzanie zamku w Olsztynie

Zamek zacząłem zwiedzać od strony baszty przy głównej bramie – czyli odwrotnie niż większość turystów – tak wyszło ;). W pierwszej kolejności jednak pozwiedzałem zewnętrzne części obiektu, po czym skierowałem się na wieżę Sołtysią – tą kwadratową i brzydką. Ta wieża turystycznie pełni funkcję punktu widokowego. Po wejściu na jej szczyt (oczywiście za drobną opłatą) rozciągnął się przede mną widok na resztę ruin. I naprawdę, wyglądało to imponująco. Spędziłem kilka długich minut na górze, oglądając praktycznie tylko zamek. Z tej perspektywy, wieża cylindryczna i fragmenty murów wyglądały naprawdę imponująco. W końcu zszedłem na dół, i w te pędy udałem się do baszty studziennej. Tutaj, po dokonaniu drobnej opłaty ;), mogłem wejść do środka.


W pierwszej kolejności skręciłem w prawo, coś mnie tutaj ciągnęło – i miałem rację. Była tu zrekonstruowana studnia, z kołowrotem i wiadrem. Podobno studnia mierzyła kiedyś ponad sto czterdzieści metrów głębokości. Prawdopodobnie jest to jednak wartość przeszacowana, i w rzeczywistości było to około stu metrów. Wyobraźcie sobie, kopać stu metrową studnię, w średniowieczu, w skale. Masakra.

Następnie udałem się schodami do góry, gdzie zwiedziłem dwie komnaty, przerobione na muzeum. Znajdował się tam standardowy przekrój eksponatów muzealnych, na które rzuciłem oko. Na dole baszty, naprzeciwko sali ze studnią jest jeszcze jedna komnata – a właściwie jaskinia. Kolejne WOW! Wyobraźcie sobie, jak by to było mieć w domu własną jaskinię. A w zamku mieli. To się nazywa rozmach, co nie?

Z zamku wyszedłem w stronę miasta, planując czarnym szlakiem wrócić do auta. Oczywiście, nie znalazłem go (w sensie szlaku), ale może to wynikać z tego, że nie szukałem. Ponieważ nie rzucił mi się w oczy, poszedłem swoją własną drogą. W końcu oczywiście się spotkaliśmy (szlak i ja) i dotarłem nim w pobliże parkingu, na którym stał mój samochód.

Czy było warto?
Zamek w Olsztynie – naprawdę ciekawy obiekt, i pomimo paru mankamentów (który zabytek ich nie ma) jest naprawdę atrakcyjny. I myślę, że jeszcze kiedyś tu wrócę – na zamek i do rezerwatu Sokole Góry. A przy okazji, zapraszam na relacje z zamku w Rabsztynie!


2 odpowiedzi na “Zamek w Olsztynie”
[…] Ale, łącząc to ze spacerem po lesie, jest naprawdę warte odwiedzenia! Przy okazji zapraszam do wpisu o zwiedzaniu zamku w […]
[…] raz Jura Krakowsko-Częstochowska? Dlaczego nie?Kiedyś, dawno temu byłem w Olsztynie. Samochód zaparkowałem na parkingu przy rezerwacie Sokole Góry i pieszo ruszyłem do zamku. […]