Kategorie
SUP

Icebreaker

Udostępnij:

Icebreaker, czyli lodołamacz. Skąd taki tytuł wpisu? Ano pojechałem popływać SUPem w styczniu na zbiorniku w Przeczycach. Dawno nigdzie nie wyjeżdżałem, (będzie już ze dwa tygodnie, tutaj relacja: https://scoutshout.pl/2023/01/18/i-znowu-mgla/), poprzedni weekend spędziłem w krainie Morrowind (piszę o tym tutaj: https://scoutshout.pl/2023/01/25/morrowind/). Dlatego też byłem już zawzięty, żeby gdzieś pojechać.

Chociaż pogoda nie sprzyjała.

Ogólnie pomimo pobudki wcześnie rano, nie udało mi się załapać na piękne widoki o złotej godzinie. Ponieważ po prostu takich widoków nie było. Cały czas było ponuro, chociaż nie mgliście. Dodatkowo było zimno i troszkę wiało, na szczęście nie na tyle, żeby to przeszkadzało. Niezrażony tym szybko napompowałem SUPa i go zwodowałem. Sprawnie, tak aby nie zamoczyć butów wskoczyłem na pokład i zacząłem zakładać leash’a. Zacząłem to słowo-klucz, bo leash splątał mi się jakoś z butem i chwilę walczyłem, żeby się odplątać. Dosłownie chwilę, ale to już wystarczyło, żeby prąd zniósł mnie jakieś dwadzieścia metrów od punktu startowego.

Zalew Przeczyce
Zalew Przeczyce

Icebreaker, czyli lodołamacz

W drodze nic się nie działo. Trochę wiał wiatr, troszkę było niedużych fal, ale nic, co zasługiwałoby na wzmiankę. W końcu dotarłem do terenów, które powinny być bardziej „dzikie”. I tutaj pojawił się mindfuck – te, nazwijmy je „dzikie” rejony, okazały się być zamarznięte. Kawałek dalej widać jednak było, że lodu tam nie ma. Ok, zaczynam się przebijać. Najpierw SUPem, później próbowałem kruszyć lód wiosłem. Po chwili jednak sobie odpuściłem, szkoda mi było niszczyć sprzęt.

Icebreaker, czyli lodołamacz
Icebreaker, czyli lodołamacz

Powrót

Powrót był dla mnie dosyć nietypowy – pamiętajcie, że pływam dopiero od paru miesięcy. Na mrozie jeszcze nie pływałem. I „odkryłem” rzecz oczywistą – woda będzie na SUPie zamarzać, dzięki czemu pokład robi się diablo śliski. Ale pomalutku, ostrożnie dopłynąłem do miejsca startu. Bez upadku, dopiero jak wyciągałem deskę z wody, to wpadłem jedną nogą. Na szczęście do auta miałem już może dziesięć metrów, więc luz. Rozciągnąłem na ziemi plandekę, na której zwijam SUPa (żeby się nie upierdzielił, suszę go w mieszkaniu), i zacząłem spuszczać z niego powietrze. Następnie, zwijam go, żeby spakować do torby. I tutaj pojawił się kolejny zimowy problem. Deska pokryta lodem, dodatkowo na zimnie zrobiła się sztywna. Skończyło się tak, że nie upychałem jej na upartego do torby, ale luźno zwinąłem. SUP jechał sobie w bagażniku, zawinięty w plandekę.

To koniec relacji z tego wyjazdu, a co będę robił za tydzień? Tego jeszcze sam nie wiem 😉

2 odpowiedzi na “Icebreaker”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *