Dzisiaj kolejny wpis typu „walka z nudą”. Czyli fotografia Porsche, w a właściwie jego modelu. Zdjęcie wykonywane w domowym zaciszu, w komfortowych warunkach. Tak więc wziąłem do jednej ręki model samochodziku, do drugiej kubek z herbatą i myślę jak ugryźć temat.
Dym wokół Porsche
Z czym się kojarzy Porsche? Na pewno z szybką, dynamiczną jazdą, ryczącym silnikiem i palonymi gumami. Powstało pytanie, jak otrzymać takie odczucia na fotografii modelu. Były pomysły z ciągnięciem autka na żyłce, najazdem aparatu na długim czasie i inne (nietrafione) pomysły.
Aż w końcu mnie olśniło – dym. Dym i kolory. Pozornym problemem było otrzymanie dymu, jednak szybko znalazłem rozwiązanie.
Setup
Setup był dosyć prosty. Do kawałka szyby przykleiłem kolorową folię, a całość położyłem na czterech puszkach po piwie. Pod szybą położyłem reporterską lampę błyskową z niewielkim, chińskim softboxem. Na szybie stał model Porsche, a jako tła użyłem czarnego brystolu. Od przodu oświetliłem całość dwoma lampami światła ciągłego z założonymi softboxami.
Ustawiłem aparat na statywie i zrobiłem pierwsze próby. Właściwie już po zapaleniu lamp na modelu pojawiły się bliki. Założyłem więc filtr polaryzacyjny, i patrzę co dalej. Kolejny mankament (spodziewany) – płytka głębia ostrości, nie obejmująca całego samochodziku. Nie mogąc w nieskończoność przymykać przysłony postanowiłem robić po kilka zdjęć każdej aranżacji, ustalając ostrość na różne fragmenty autka.
Czas otwarcia migawki – również on mnie ograniczał, ponieważ zdjęcia miały być z dymem. Od czasu zależało jego rozmycie oraz gęstość. Dlatego musiałem operować czułością ISO i odległością lamp, aby uzyskać odpowiedni efekt.
Najlepszy czas okazał się pomiędzy 2 a 4 sekundy.
Dym uzyskałem z elektronicznego papierosa, robiąc głęboki wdech i wydmuchując dym przez słomkę w kierunku obiektu. Słomka jest tutaj bardzo ważna, pozwala na precyzyjne „dozowanie” dymu, co przy tak małym modelu było konieczne.

I właściwie tyle – dalej już tylko robiłem zdjęcia. Porsche z tyłu, Porsche z przodu, Porsche z boku. Zgodnie z pierwotnym planem każde ujęcie powtarzałem z ustawianiem ostrości na kolejne fragmenty modelu. Lampa błyskowa przepięknie podświetlała całość i uwypuklała dym.

Po zdjęciach
Po zakończeniu zdjęć pozostało mi tylko poskładać całość w programie graficznym. Okazało się, że kilkukrotne fotografowanie tej sceny ma dodatkową zaletę. Mianowicie pozwala na wybieranie, zależnie od potrzeb, bardziej lub mniej zadymionych kadrów.

I tym sposobem dochodzę do wniosku, że nie ma czegoś takiego że „nie mam co fotografować”. Wystarczy trochę pokombinować, a pomysł się znajdzie. Jak np. przy zdjęciu żołędzia: https://scoutshout.pl/2023/02/15/nie-ma-nudy/

W odpowiedzi na “Porsche”
[…] Jeśli podobają się wam zdjęcie Warszawy M-20, spójrzcie również na fotografię Porsche. […]